Pierwszy Festiwal Mitologii Słowiańskiej – wrażenia

Od dłuższego czasu udostępniałam na Facebooku informacje, że w Owidzu koło Starogardu Gdańskiego odbędzie się I Festiwal Mitologii Słowiańskiej. Veni, vidi, vici – dzisiaj mogę śmiało zacytować słynne podsumowanie Juliusza Cezara. Czas na podzielenie się wrażeniami.

Przemyśl – Owidz 700 km, po drodze lot Kraków – Edynburg i z powrotem, trasa zaplanowana, terminy podporządkowane konkretnej dacie: 24 – 26 sierpnia, czyli Festiwalowi Mitologii Słowiańskiej. Czy warto było? O tak!

Warto było nie tylko dlatego, że sprzedałam wszystkie egzemplarze Wiedmy, chociaż nie wiem, jakim cudem, bo praktycznie nie miałam czasu tym się zajmować. Dlaczego nie miałam czasu? Oferta festiwalu była tak bogata i różnorodna, że chciałam wszystkiego zakosztować i posmakować. Wykłady w sali konferencyjnej, wykłady „Za piecem”, pokazy obrzędów słowiańskich, warsztaty, koncerty.

Wykłady

Wykłady prowadzone przez pasjonatów, specjalizujących się w konkretnych dziedzinach związanych z kulturą słowiańską. Nie przypuszczałam, że można tak zainteresować i zainspirować dość wąskimi dziedzinami jak choćby ręczniki obrzędowe czy grzechotki. Dowiedziałam się wielu ciekawostek m.in. na temat kaszubskich wierzeń przedchrześcijańskich, zwierząt kultowych czy aspektu kobiecego w kulturze dawnych Słowian.

Gród

Chaty w owidzkim grodzisku tętniły życiem rodzin tam mieszkających. Odwiedzający gród goście mieli okazję obserwować kobiety wykonujące dawne prace jak tkanie, szycie, wyszywanie, gotowanie posiłku oraz mężczyzn ćwiczących swe bojowe umiejętności. Na terenie grodziska można też było nauczyć się podstaw sztuki wikliniarskiej, włącznie z koniecznością samodzielnego pozyskania materiałów, lepić z gliny grzechotki, naczynia, ozdoby albo wykonywać motanki, które mają magiczną moc i wykonując je, nie można wiązać żadnych węzłów ani używać nożyc czy noża. Za piecem słuchano wykładów i dyskutowano, a nieopodal w „Strefie małego Słowianina” dokazywały dzieci. Dla młodszych plac zabaw, tory przeszkód młodego wojownika, animacje, opowieści, gry i zabawy.

Dla każdego coś…

Kram z literaturą powiązaną tematycznie ze słowiańszczyzną, stoisko z moją Wiedmą, kolejne z Okrutnikiem Aleksandry Rozmus. Kramy z pamiątkami w pobliżu karczmy i Muzeum Mitologii Słowiańskiej. W karczmie słuszne porcje, że zamówienie „talerza małego rabusia” jest w pełni uzasadnione, bo mały rabuś ma co podkradać z talerza rodziców i może najeść się do syta. Regionalne i oryginalne piwo. Dla wegetarian i wegan Budka Vege i kolejna z pyszną kawą, której smak wyjątkowo utkwił w pamięci mych zmysłów.

Obrzędy i koncerty

Wszyscy tłumnie uczestniczyli w postrzyżynach, swaćbie, ofierze zakładzinowej. Żercy zademonstrowali , jak się wywołuje deszcz i obrzęd okazał się jak najbardziej skuteczny. W magiczny sposób została wywołana burza, która nieco uprzykrzyła zabawę podczas koncertów, ale wielbicielom zespołu Percival wcale nie przeszkadzała. Można było też bawić się przy muzyce zespołów: Delira & Company, ROD, Tomasz Kocko & Orchestr, Fifidroki. Na tej samej stylizowanej scenie krytej strzechą zespół taneczny opowiadał tańcem historię Marzanny i Jaryły.

Podsumowanie

Pierwszy festiwal. Powinny być jakieś organizacyjne niedociągnięcia, ale trudno się tu takich doszukać. Widać, że przygotowany z pasją i sercem. 700 km w jedną stronę, 700 km w drugą. Łącznie 1400 km. Oczywiście w moim przypadku. Daleko, ale było warto. Festiwal Mitologii Słowiańskiej – w przyszłym roku też się wybieram!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.