Mitologia słowiańska

Dlaczego o niej się nie mówi?

Od lat szkoła karmi kolejne pokolenia mitologią starożytnych Greków i Rzymian.


Nie umniejszam absolutnie znaczenia tej wiedzy, która jest kanwą europejskiej literatury i bez jej znajomości
nie przemówi do nas większość tekstów współczesnych. Podobnie jest z Biblią, którą powinni znać też niewierzący,
w innym przypadku będą błądzić po literaturze niczym ślepcy z obrazu Bruegela. Czasem jeszcze docierają do nas elementy też dość rozbudowanej mitologii nordyckiej.
A słowiańska? Przecież jesteśmy Słowianami! Dlaczego jej nie ma w programie nauczania? Dlaczego o niej się nie mówi? Jedni twierdzą, że jej po prostu nie było. Inni uważają, że istniała, ale została zrównana z ziemią przez nową religię. Idąc za tą drugą sugestią rodzi się pytanie: dlaczego chrześcijaństwo zniszczyło bałwochwalstwo na terenach słowiańskich, ale już na greckich i rzymskich nie? Najważniejszy powód jest oczywisty: brak pisma. Wiedział starożytny poeta, co mówi, twierdząc: „Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu”. Teksty pisane pozwoliły przetrwać dawnej kulturze.

Gdzie szukać?

Współcześnie coraz więcej pasjonatów stara się odtworzyć mitologię słowiańską. Wygląda to trochę tak, jakbyśmy znaleźli malutki fragmencik starożytnej wazy i na jego podstawie próbowali ulepić całe naczynie. Jeden archeolog ma inną wizję, drugi inną. Jest wiele koncepcji. W Internecie roi się od bogów i bóstw słowiańskich, stron różnych wyznań rodzimowierczych czy jak kto woli słowianowierczych. Moje pierwsze kontakty z tego typu literaturą skutkowały chaotyczną wiedzą. Pierwszą książką, którą przeczytałam na ten temat kilka lat temu, była Mitologia Słowian Aleksandra Gieysztora. Ona też w żaden sposób nie uporządkowała moich i tak skąpych wiadomości. Dopiero praca Henryka Łowmiańskiego Religia Słowian i jej upadek sprawiła, że stała się światłość. Koncepcja tego wybitnego mediewisty przemówiła do mnie jasno i czytelnie. Poniższe akapity, to tylko próba przedstawienia ogólnego zarysu przesłania tego dzieła.

Koncepcja Henryka Łowmiańskiego

Jaki najczęściej popełniamy błąd, odtwarzając naszą mitologię? Na zasadzie analogii zestawiamy bogów słowiańskich z greckimi czy nordyckimi. I wtedy np. Preun staje się odpowiednikiem Zeusa albo Thora, Jarowit – Aresa. Im dalej brniemy, tym bardziej się zapętlamy, bo jeśli na przykład Jarowit był bogiem wojny, to dlaczego do niego modlono się wiosną o urodzaj? I tu spieszy z odpowiedzią Henryk Łowmiański, twierdząc, że w naszej kulturze nie było typowego politeizmu, ale dominowała tak zwana polidoksja, czyli otaczanie kultem:

  1. przyrody – drzew, gór, zbiorników wodnych, zjawisk atmosferycznych, ciał niebieskich;
  2. duchów zmarłych przodków;
  3. demonów;

oraz wiara w magię.

Tacyt, historyk rzymski (I/IIw.) twierdził, że Słowianie nie budują świątyń i nie upodabniają bogów do ludzi[1] Uznawano jednego boga – pana nieba i najczęściej był to Swaróg lub Perun, pozostali to podrzędne bożki, przyrównywane rangą do demonów. Prokop z Cezarei (VIw.) pisał, że Słowianie uznają tylko jednego boga, twórcę błyskawicy[2]. Na Połabiu natomiast funkcjonował politeizm, ale o innej strukturze, mianowicie każde plemię miało swojego boga i w zależności od tego, które było bardziej ekspansywne, ten bóg dominował. Jak wiadomo z historii nasi przodkowie zazwyczaj byli dość tolerancyjni pod względem religijnym, więc wkrótce bez przeszkód akceptowano i innych bogów, którzy przybywali ze swoimi wyznawcami.

Co mi dała ta literatura?

W tym kontekście zrozumiałym się wydaje, że, rekonstruując mitologię słowiańską, odnajdziemy w niej mnóstwo duchów i demonów, z czym na początku mojej przygody z wierzeniami Słowian nie potrafiłam się pogodzić. Zmienił się też mój stosunek do różnych ludowych zabobonów, z których dawniej się wyśmiewałam. Teraz uważam, że to piękny relikt słowiańskich wierzeń.

 

 

 

 

 

[1] Jerzy Gąssowski, Dzieje i kultura dawnych Słowian

[2] Tamże

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.